Poezja mnie zbawi
Pisałem o Stowarzyszeniu Śliwek,
Arbuzów albo Wisienek, o lansowaniu
wzorca, matrycy do odlania
spiżowej projekcji. Hologramu
tekstur wygiętych jak jaźń
rzucona na pożarcie lwom,
tym samym, które rozszarpywały
chrześcijan. Niska głębia
wnętrza, tylko
p r z e p i s u j ę
odpowiednie ustępy Płonącej Księgi.
Księga płonie siatką zbierającą ryby.
Księga toczy krzyżmo pieniędzy.
Okrągła moneta w trzewiach automatu.
Rząd owoców nawiniętych na koło.
Zero elektroniki. Stary Analog.
Jednoręki Bandyta. Ja to tylko
p r z e p i s u j ę
odpowiednie ustępy Encyklopedii, litera "m".
Młodość i mięso. Miłość i mak. Główka
makowa. Wewnątrz galaktyka. Roślina
prowadzi przez technologię do krwi.
Metafizyka przerasta siebie samą.
Kopie zapasowe metafizyki w mózgu.
W archive.org metalowej klatki.
Metal, czy drewno? Natura ma wiele postaci.
Wakacje pełne intryg. Poezja mnie zbawi.
Poezja mnie naprawi jak zamek z wyraźną
ingerencją wytrychu. To znaczy: wymieni.
Upycham ubrania w ciemnozielonej szafie.
Tłoki w głowie pracują na najwyższych obrotach.
Dookoła dookoła dookoła. Uprząż trzymana
w zębach rumaka. Lornetka na balkonie
przykuta do pnia wyrastającego z betonu.
Chwileczkę! Pień już nie rośnie. Jak meduza,
pień przywiera do ziemi i zasysa energię.
Dokument wysłany przez radio; tubę
wypełnioną powietrzem i falą. Kocioł
energii wewnątrz ziemi. Kłopoty z pragmatyzmem.
Aksjomat tętna. Upycham majtki w ciemnozielonej
mapie. Tuż obok zbrodni. Jestem nagi
i świecę. Wewnątrz kotła energii.
Chłodzi mnie azot i napar. Inhalacja
ziemią. Okrągła moneta w trzewiach automatu wrzucona nieopatrznie
przez zgrabiałe palce. Stawka. Nie podwajaj.
Kurwa. Zajebana szmata. No do kurwy nędzy.
Teraz ty zagraj. Nie ma chuja. Dawaj.
S e r e m e t w y k i p i a ł p i ą t a l a.
Pazerność. To są losy dzielnicy.
Płucz pług w cielistej ziemi.
Ratuj się kto może! Szał okopuje się w dokumentach.
Kolejki na szczyt nosa wędrują powoli. Tym samym
szlakiem od kilkunastu lat.
Przepierzenie tłumi odgłosy jakie wydają zagryzające się psy.
Kto zgadnie jak ma na imię właściciel? Pani? Proszę bardzo.
Nie ma kar boskich, któreby nie pochodziły z ziemi.
Niczyje dziedzictwo zmusza człowieka do osiedlania się w ziemi.
Po śmierci jesteśmy wyborem współczesnych.
Wampir – stadium parowozu.
Wideo wyczerpało swojego ducha poprzez zużycie.
Tłumię tłoki.
Losują moje liczby.
Nie dzwonią.
Długo czekam.
Wkładam to do środka.
Opukuję korę.
Opukuję korę.