Strach
Jego wzrok przebijał duszę na wskroś.
Niczym oczy bazyliszka jego spojrzenie ciągnęło ze sobą
katastrofę odwagi i tragedię osobowości. Ci, którzy nie
znali lęku i najpotężniejsi w dziedzinie odwracali swe oblicze gdy
przyszło patrzeć mu w oczy. Cisza przerywana była raz po raz
krótkim szlochaniem. Krótkim, bo zwracało jego
uwagę... Nie jest jasne dlaczego, każdy kogo uchwyciła jego uwaga
niczym dotknięty szatańskim palcem zamierał w bezruchu na długie
godziny. Nie minęła nawet chwila, a już liczni poddali się.
Niektórzy dali za wygraną jeszcze przed przestąpieniem tych
progów. Jego wściekłe oblicze zniewalało kolejne osoby,
jedna po drugiej z systematycznością godną strażniczek nici
życia. W końcu z drwiącym uśmiechem zamknął księgę
przeklętego i rzekł po cichu. Po cichu wypowiedział trzy słowa,
jednak każdy z nowych poddanych usłyszał krzyk głośniejszy niźli
warkot najgłośniejszego z rakietowych silników: „Odkładam
czas sprawdzenia...”