Jeśli jest taka godzina, o której można powiedzieć, że na nic w ciągu niej się nie czeka, to teraz właśnie taka godzina nastąpiła. Kawa wypita, oczy obijają się o ściany: a na ścianach obrazki, ordery po pradziadach, złoty anioł dmuchający w trąbę, półka z Biblią i cytatem z
T.S. Eliota przyczepionym na mini klamerce. Tabletki antyalergiczne miotają się po stole a ogromna kolumna zagłusza dosłownie każdą myśl wyrzucając z siebie muzykę, której na pewno nie chcieliby dożyć Bach, Mozart, ani inny wielki kompozytor z twardym kołnierzykiem pod szyją albo zamiast szyi. Niech ich
Latający Potwór Spaghetti pochłonie.